Kościańskie legendy

Każde miasto ma swoje tajemnice i opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie. Kościan nie jest wyjątkiem - jego wielowiekowa historia obrosła legendami, które splatają fakty z ludową wyobraźnią, przybliżając dawne życie grodu nad Obrą w barwny i niepowtarzalny sposób.

O cudownym kościańskim krzyżu

(cyt. Wg książki Piotra Jacka Pruszcza "Morze łaski Bożej" wyd. w Krakowie w 1662 r.)

„W Kościanie, w mil sześć od Poznania w klasztorze Oyców Dominikanów w krużganku jest Krucyfix straszliwy bardzo y żałosny na weyźrzeniu, do skruchy serdeczney grzesznika pobudzający z pewnym skutkiem przyszłej poprawy, z dawności tam postawiony. Był pierwey w Refektarzu nad stołem według zwyczaiu zakonnego, a iż w tey izbie zwykli byli Panowie Ziemianie swe sądy odprawować, ten Krucyfiks rzekł tak do nich: Juste judicate filii hominum (Sprawiedliwie sądżcie, synowie ludzcy). Tym oni przestraszeni tenże Krucyfix z Refektarza wynieśli, a z wielką uczciwością na ołtarzu postawili, gdzie Pan Bóg z miłosierdzia swego wiele czyni dobrodziejstw ludziom utrapionym y umarli bywają wskrzeszeni”.

Wzmianki o cudownym kościańskim krzyżu (znajdującym się obecnie w ołtarzu głównym Kaplicy Pana Jezusa w Kościanie) pochodzą od jeszcze dwóch innych pisarzy: Sebastiana Kasprowicza w odzie z 1700 r. napisanej ku czci tej relikwii oraz u Felicjana Nowowiejskiego w pracy o klasztorach dominikańskich w Polsce z 1752 r. Kasprowicz wspomina w swej łacińskiej odzie o różnych łaskach, otrzymanych przez wiernych u stóp cudownego wizerunku Pana Jezusa, podaje też wiadomość o umieszczeniu cudownego Krucyfiksu w wielkim ołtarzu świątyni, w nagłówku zaś ody twierdzi, że Krzyż ów wielkiej doznaje czci od wiernych.

Oto tekst tej ody w wolnym pol. tłumaczeniu o. Teodora Kaczewskiego C.ss.R :

O cudownym kościańskim krzyżu

Któraż katedra na ziemi
Prawd wzniosłych tyle słyszała?
I któraż słowy takiemi
Mądrości najwyższej brzmiała? 

Jak ta świątynia w Kościanie,
Gdzie Chrystus Ukrzyżowany
Sam ludziom głosi kazanie
Mądrości nieporównanej. 

On, kiedy sądy nieprawe
Lud biedny ciężko dręczyły,
Sam na się brał jego sprawę
Karcił i pokój dał miły. 

Więc w serca wdzięczne się wraża
Ten krzyż i ludu staraniem
Wchodzi na trony Ołtarza
Łask więcej rozdziela na niem; 

Bo słuszną rzeczą się zdało,
By Krzyż ten większemi blaski
Otoczyć i większą chwałą
Mnożyć pobożność i łaski.

Ilekroć wszak bólem zdjęty
Lud do stóp ołtarza spieszy,
Wnet Krzyż ten czcigodny, święty
Da ulgę strapionej rzeszy.

Tu grzesznik znajdzie obmycie,
Stąd chory odchodzi zdrowo,
Tu w członki zwątlone – życie
I siły wrócą na nowo.

Tu Chrystus w smutku pociesza
Każdego, kto doń się zbliża;
Tu nawet umarłych wskrzesza
Niezwykła moc tego Krzyża.

Więc pod tem godłem zbawienia
W triumf iść chcemy, o Boże!
Cześć godną Twego imienia
Niesiem i dajem w pokorze.

Dzwon kościański

Osnute na prawdziwym zdarzeniu, w roku 1876 w dniu 25 listopada przybywa do Kościana ksiądz Brenk i każe dzwonić. Serce dzwonu pęka, dzwon odzywa się dopiero po przybyciu nowego proboszcza.

Dzwon kościański

W Kościanie u Fary
Dzwon wisi prastary,
Zygmunta Starego zna czasy:
Potężne on w górze
Jako grom we chmurze
Śle echo aż w pola i lasy.

Jak głos anioła
Czy doba wesoła
Czy smutne nad Polską szły losy,
On drużbą wesołą,
On smutek podziela
Tak jak mu zleciły niebiosa.

Jak króla Augusta
Pruskie tu usta
Już fałsze swe szerzyć wszczynają,
Lecz biskupa rada
Sam król rzecz tę bada
I murem w obronie wstawają.

Tak spełzły złe plany
A dzwon nieskalany
I nadal rzymskiej służy wierze.
Po ojcach i wnuki
Wśród prawej nauki
Prowadzi ,umacnia i strzeże.

Aż w czasy ostatnie,
Zarzuca swe matnie
Ów intruz, z pogardą kościoła
Śmiał rządy tu chwycić
I wprzód się szczycić
Że znajdzie stronników dokoła.

Posyła swe sługi
Do niecnej posługi,
Dzwon także wstęp jego ma głosić
Już liny imają
I w ruch je wprawiają
Już serce się zacznie unosić.

O dzwonie kościański!
Czy dopust to pański
Że wierne aż dotąd twe serce
Dziś przecież nas zdradzi,
I w triumfie wprowadzi
Kościoła i Boga bluźniercę!

Lecz patrząj o dziwy
Znak z nieba prawdziwy
Dzwon zdrady popełnić niezdolny,
Żelazo się zlękło
Na dwoje rozpękło,
Dzwon w sercu złamany-lecz wolny!

Hej ogniu, hej młoty,
Rączo do roboty,
Zaraz mi spoić te kawały
Dzwon zadzwonić musi!
Tak się jeszcze kusi
I nagli ów intruz zuchwały.

Dmą miechy-żar bucha,
Skry lecą z obucha,
Trzech bije naprzemian młotami
Spoili, skowali
Znów dzwon przywiązali
I znowu ruszają linami.

Tu serce o zgrozo znów pękło!
Wszystko się przelękło.
I stoją te zbiry jak niemi,
Ich lica pobladłe
Widzą serce spadłe
Zaryte głęboko tam w ziemi.

Sam intruz się wzdrygnął
Snąć w strachu przysięgnął
Już dzwon ten złowrogi porzucić
Bo odtąd ni sam
nie wydał rozkazu,
By ciszę dzwonieniem zakłócić.

O dzwonie kościański,
Palec z ciebie pański
Te daje wskazówkę dla człeka:
Wierzyć stale w Boga
Choć największa trwoga
A zjawi się jego opieka!

Tak wierni też stali
I próbę przetrwali
Ni jeden nie zszedł na manowce
Intruz stał załogą
Przez lata był trwogą
Lecz z daleka od wilka i owce.

Huragan wyszalał
Zapęd złego zmalał
Najemnik nie zdał się już na nic,
Srebrniki mu dali
Ze służby skwitowali
I poszedł daleko z tych granic.

Bóg znowu łaskawy
Przyszedł pasterz prawy
I już go prowadzą do fary,
Lecz każdy się pyta,
Czy go też przywita
Gdy serce strzaskane dzwon stary.

Wiec części zbierają
A te wnet same się składajĄ
I dziwne zjawisko
W całości jest wszystko,
Znów głosy dzwonu się dobyły.

I znów u fary
W Kościanie dzwon stary
Służbą swe usługi sprawuje
Lud słysząc głos dzwonu
Pada do pokłonu,
I Bogu z serc pełnych dziękuje.

Bracia, my nie sami!
Toć jawnie Bóg z nami,
To dzwon jak głos boży zaręcza:
Bądź jak serce dzwonu
Wierny mu do zgonu
A złota zaświeci mam tęcza!

Skradziona zabawka

Skradziona zabawka

Dla Bożenki córeczki jednego; bogatego mieszczanina kościańskiego najmilszą zabawką była złota kula. Jednego dnia, kiedy bawiła się nią przed domem, wielki czarny ptak- sfrunął i porwał kulę, unosząc ją do miejskiego lasku. Chłopak imieniem Szczęsny, jak sprytny tak uczynny, postanowił pomóc zrozpaczonej dziewczynce i pobiegł za ptakiem.

W lasku, na gałązce jednej sosny zobaczył krasnoludka śmiejącego się i. Wołającego: Chwyć mnie a znajdziesz złotą kulę. Gdy chłopiec wdrapał się na drzewo i po gałęzią cha aż do wierzchołka gonił krasnoludka, ten zamienił się w wiel¬kiego czarnego ptaka i odleciał., W nocy we śnie Szczęsnemu pokazał się jakiś panicz i poradził mu na ową gałązkę posmarować klejem, co też nazajutrz: rano skrzętnie uczynił. Niezadługo krasnoludek usiadł na wysmarowanej gałązce i woła do Szczęsnego tak samo jak poprzedniego dnia. Ścigany uciekł, ale bez spodenek przylepionych do gałązki. W kieszonce spodenek znalazł Szczęsny diamentowe pudełeczko, w którym widniała skradziona kula. Skrzacik wyśmiewał się teraz z chłopaka, bo szkatułki ani otworzyć ani rozbuć nie mógł,. Następnej; nocy znów owo paniątko pojawiło się we śnie Szczęsnemu i poradziło chłopem zestrzelić nakrycie z główki, krasnoludka, co skłoni go do wydania kluczyka od szkatułki. Dokonał tego, silnie wydmuchując ze swej dmuchawki glinianą kulkę, która zerwała czapeczkę z głowy krasnoludka. Złapawszy czapeczkę, urządził teraz pościg za skrzatem, przyłapał go i zmusił do wydania kluczyka. Odzyskana złota kula przywróciła dziewczynce zdrowie, która z. powodu utraty najmilszej zabawki, rozchorowała się,

Bożenka z wdzięczności bardzo pokochała Szczęsnego a ten sprzedawszy diamentowe pudełeczko stał się bogaczem i był szczęśliwy przez całe życie.


(autor opowiadania - Jan Samelczak)

Przejeżdżająca karoca

Przejeżdżająca karoca

W szeregu mieszkań przy ulicy Wodnej, w Kościanie przed laty dawał się słyszeć donośny turkot przejeżdżającej, karocy. Przejazd odbywał się przez kilkanaście nocy pod rząd punktualnie o godzinie dwunastej.

Mieszkańcy ostatecznie przywykli do tego powozowego rumoru i mogli już bez patrzenia na zegary dokładnie orientować się:, kiedy następowała północ. Odgłos wskazywał jeszcze, że karoca przelatywała w szalonym pędzie; z iście jaśniepańskim szykiem. Kilku młodych łudzi z tychże mieszkań postanowiło stwierdzić, kim jest ten asan popisujący się nocą brawurową jazdą. W tym celu zawczasu wyszli. czatować na chodnik ulicy, Zapalili papierosy i wdali się w rozmowę, aby skrócić sobie czas oczekiwania. Zrazu; stali, potem porozsiadali się, oparłszy się plecami o ścianę domostwa;, słusznie przekonani, że siedzenie nie może przecież ujemnie wpłynąć na tok czatowania. Aliści, kiedy w ich pokojach zegary wskazały za pięć minut, dwunastą, tematy rozmowy się wyczerpały, a papierosy wypaliły i całe gremium pikietujących pogrążyło się w głęboki sen. Ludzie w mieszkaniach przebywający, jak zawsze, punktualnie o dwunastej słyszeli grzmot obręczy kół: po kamieniach jezdni, tymczasem pikietujący na trotuarze nie zobaczyli, ani też nic nie usłyszeli.


(autor opowiadania - Jan Samelczak)


Klikając zgoda akceptujesz zapisywanie wszystkich danych cookie na Twoim urządzeniu. Kliknięcie odmowa oznacza zapisywanie tylko danych niezbędnych do funkcjonowania strony. Więcej informacji o cookie w polityce prywatności.
Niezbędne pliki cookies

Te pliki cookie są niezbędne do działania strony i nie można ich wyłączyć. Służą na przykład do utrzymania zawartości koszyka użytkownika. Możesz ustawić przeglądarkę tak, aby blokowała te pliki cookie, ale wtedy strona nie będzie działała poprawnie.

Zawsze aktywne
Analityczne pliki cookie

Te pliki cookie pozwalają liczyć wizyty i źródła ruchu. Dzięki tym plikom wiadomo, które strony są bardziej popularne i w jaki sposób poruszają się odwiedzający stronę. Wszystkie informacje gromadzone przez te pliki cookie są anonimowe.

Marketingowe pliki cookies

Reklamowe pliki cookie mogą być wykorzystywane za pośrednictwem naszej strony przez naszych partnerów reklamowych. Służą do budowania profilu Twoich zainteresowań na podstawie informacji o stronach, które przeglądasz, co obejmuje unikalną identyfikację Twojej przeglądarki i urządzenia końcowego. Jeśli nie zezwolisz na te pliki cookie, nadal będziesz widzieć w przeglądarce podstawowe reklamy, które nie są oparte na Twoich zainteresowaniach.

Odmowa
Zgadzam się